Artykuł Rzeczpospolitej "Europa zapomniała o Rumunii" potwierdza moje obserwacje. Sami Rumuni przestali juz wierzyć w wizję szybkiego przystapienia do UE. To nie tylko kwestia korupcji, nieumiejętnego wykorzystania środków unijnych ale również problem z nielegalnym przepływem emigrantów. Z rozmow z Rumunami wynika, że woleliby jeszcze kilka lat popracować nad gospodarką, infrastrukturą. Chcieliby zreformować wiele dziedzin w państwie, żeby wejść do EU lepiej przygotowanym. Ale zobacyzmy jak sie rozinie sytuacja.
" Od podpisania traktatu o przystąpieniu Rumunii i Bułgarii do UE minęło już pół roku. Tymczasem ratyfikowały go tylko trzy kraje
Przywódcy "25" obiecali Rumunii i Bułgarii, że wejdą do zjednoczonej Europy już 1 stycznia 2007 r. Jednak do tej pory tę obietnicę potwierdziły tylko parlamenty Słowacji, Słowenii i Węgier.
- Polacy przyrzekli nam, że będą wśród pierwszych, którzy zatwierdzą traktat. Mówili, że Rumunia jest dla nich strategicznym partnerem - wspomina rozżalony chargé d'affaires Ambasady Rumunii w Warszawie George Istode. - Spotykam się z polskimi dyplomatami, posłami, politykami. Wysyłam raporty o postępach naszego kraju we wdrażaniu prawa europejskiego. Był też apel naszego ministra spraw zagranicznych do Polski - wylicza.
W Polsce nie zrobiono nic, by spełnić oczekiwania obu krajów bałkańskich. - Nie przesłaliśmy jeszcze do Rady Ministrów projektu dokumentu ratyfikacyjnego - przyznaje Piotr Kaszuba, dyrektor Departamentu Protokołu Dyplomatycznego MSZ. A to dopiero początek długiej drogi zatwierdzania traktatu przez rząd, Sejm, Senat i prezydenta.
Zdaniem Jacka Paliszewskiego, ambasadora RP w Bukareszcie, to błąd. - Radziłbym nowemu rządowi, by jak najszybciej ratyfikował traktat. Rumunia może być naszym politycznym sojusznikiem w Unii. Jest proamerykańska, zależy jej na integracji z Ukrainą. Są też względy gospodarcze. W ciągu roku nasze obroty handlowe skoczyły z miliarda do półtora miliarda euro. I to zdużą przewagą eksportu nad importem. Szybko rozwijają się też polskie inwestycje w Rumunii - wymienia. Są też względy moralne. Przedstawiciele naszego rządu niedawno objeżdżali unijne stolice, by wyprosić jak najszybszy termin przyjęcia Polski. Teraz nie robią nic, by pomóc kolejnym kandydatom.
To jednak nie od Polski, ale od największych krajów Unii będzie zależało, czy Rumunia i Bułgaria w ogóle w niej się znajdą. A jeśli tak, to kiedy. - Nie mogę uwierzyć, by Unia nie dotrzymała obietnic. To jeszcze bardziej by ją osłabiło. Ale atmosfera dla krajów kandydujących we Francji, Niemczech czy Włoszech jest zła. To wynik wysokiego bezrobocia, słabego wzrostu gospodarczego i kryzysu unijnych instytucji po odrzuceniu konstytucji - przyznaje Marjorie Jouen z założonej przez byłego szefa Komisji Europejskiej Jacques'a Delorsa fundacji Notre Europe. Jej zdaniem Węgry zdecydowały się na szybką ratyfikację, bo liczą na poprawę losu węgierskiej mniejszości w Rumunii, gdy kraj znajdzie się w UE. A Słowenia ma nadzieję, że rumuńska akcesja utoruje drogę Chorwacji do Unii.
Zdaniem Marjorie Jouen Rumunia robi ogromne postępy, jednak Brukselę nadal niepokoi powszechna korupcja i problemy z powstrzymaniem fali nielegalnych emigrantów ze wschodniej Europy, którzy przez Rumunię przedostają się na Zachód.
Premier Calin Tariceanu podejmuje coraz bardziej drastyczne kroki. W tym roku władze odmówiły prawa wyjazdu za granicę milionowi Rumunów, którzy nie dawali gwarancji, że wrócą. Każdy, kto zostanie w państwach "25" dłużej niż dozwolone trzy miesiące, traci paszport na pięć lat. Rumuni znoszą spokojnie te upokorzenia w nadziei, że nie potrwają długo. W Brukseli nie wszyscy są tego pewni. "